Вступление
Capo I
[Verse 1]
Za chwilę start wielkiego biegu za miliony
Więc doczekałem się nareszcie swego dnia!
Chrypną głośniki: Czarny Koń, dżokej w czerwonym!
- To dżokej mój, a Czarny Koń - to właśnie ja!
Nie na mnie skierowane publiczności oczy
Na mnie nie stawiał nikt, pisano o mnie źle
Ale ja wiem, że mogę gnać, co koń wyskoczy
I że zwycięstwo jest pisane właśnie mnie!
[Verse 2]
Start! Tunel toru za barierą się otwiera
Do przodu rwę, wiatr z oczu mi wyciska łzy
Dżokej w strzemionach staje, chłoszcze jak cholera!
Na czarnej sierści rosną pierwsze pręgi krwi!
Sam wiem, jak biec! Kopyta szarpią ruń na bruzdy
Przeszkody tnę – jedna po drugiej – od niechcenia!
Ach, jakbym biegł! – Tylko bez siodła i bez uzdy
Co chcą powstrzymać mnie od mego przeznaczenia!
[Verse 3]
Co mnie obchodzą publiczności dzikie wrzaski?!
Co mnie obchodzi dżokej mój – czerwony karzeł?!
Ja tu dla siebie biegnę, nie z niczyjej łaski
I – co potrafię – zaraz wszystkim wam pokażę!
Znikają z obu stron chorągwie, twarze, godła
Ja czuję tor i tylko tor, i kopyt takt
Więc jeden ruch! – i wylatuje dżokej z siodła
I z pyska znika mi wędzidła słony smak!
[Verse 4]
Pędzę co sił, cóż dla mnie dyskwalifikacja
Przegrywa stajnia, dżokej, widz – ale nie ja!
Nikt nie zagrozi mi – to dla mnie ta owacja
Lecz meta nie jest końcem biegu – ani dnia!
Więc dalej gnam, nie wiedząc – czy to ja, czy nie ja
O którym wrzeszczą, że oszalał! – ich to rzecz!
Stać mnie na wszystko! – byle tylko bez dżokeja!
I raz na zawsze – z siodłem, uzdą, pejczem – precz!
13.4.1987